wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 2

Znowu budzik obudził mnie o 6.45, wykonałam wszystkie poranne czynności . O godzinie 7.40 wyszłam z domu na przystanek jednak nie czekała tam na mnie moja przyjaciółka. Po chwili dostałam sms :
,, Siemanko Lu nie idę dziś do szkoły bo pomagam z Maksem przygotować dom u Konrada. Ale nie martw się około 17 będę u Ciebie. Do zobaczenia mała :*" 
No super przecież zapomniałam o tej imprezie. Trochę się stresuje bo nie będę znać tam nikogo oprócz Nikoli i Maksa. Ale jakoś dam rade. Postanowiłam, że po szkole wybiorę się na małe zakupy. O godzinie 14.10 zabrzmiał ostatni dzwonek. Spakowałam książki do torebki i wyszłam ze szkoły. Niestety nie miałam żadnego autobusu, który jechał w kierunku centrum dlatego musiałam zadzwonić po taksówkę. Po 20 minutach byłam na miejscu. Zaczęłam ,,zwiedzanie" galerii na początku nic nie mogłam znaleźć jednak po głębszych poszukiwaniach znalazłam śliczną czarną sukienkę miała delikatny dekolt, w tali była obcisła a potem tak ładnie rozkloszowana dochodziła przed kolano. Wzięłam do niej złoty naszyjnik i udałam się do kasy, zapłaciłam i szczęśliwa wróciłam do domu. Miałam jeszcze godzinę do przyjścia Nikoli. Więc szybko odgrzałam sobie zapiekankę w mikrofali, zjadłam i poszłam  wziąć odprężającą kąpiel, było tak cudownie jednak po 20 minutach musiałam wyjść z wanny ponieważ ktoś pukał do drzwi, owinęłam się w ręcznik i wyszłam z łazienki. Pomyślałam, że to mama po po prostu  zapomniała wziąć kluczy i teraz nie może wejść do środka. Jednak kiedy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się wyskoki szatyn o brązowych oczach. Jednak jego twarz była przestraszona od razu się przedstawił.
- Hej nazywam się Konrad i jestem przyjacielem Maksa. To u mnie miała być dzisiejsza impreza ale niestety się nie odbędzie... - Zastanawiałam się do czego zmierza.
- ... bo...bo Nikola, spadła ze schodów i straciła przytomność... zawiozłem ją do szpitala z Maksem on teraz tam jest a mi kazał przyjechać po ciebie. - Mówił szybko widać było, że jest przestraszony zresztą ja tez.
 - Ale wiesz czy to coś poważnego?! - Wręcz krzyczałam na niego. 
 - Nie nic nie wiem bo od razu przyjechałem po Ciebie.- Nie odpowiedziałam mu. Pobiegłam do pokoju się ubrać. Przez okno zobaczyłam,że czeka na na mnie koło  samochodu. Zbiegłam po schodach i udałam się w jego kierunku otworzył mi drzwi czego po nim bym się nie spodziewała uważałam, że on wie, że każda dziewczyna na niego poleci i nie musi robić takich gestów... zresztą o czym ja myślę znam go niecałe 10 minut. W samochodzie  wo gule nie rozmawialiśmy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu od razu przywitał nas Maks i zaprowadził pod salę, w której była Nikola .
 - Wiadomo już co nią? - Spytałam Maksa. 
 - Są już wyniki ale niczego się nie dowiemy do puki nie przyjadą rodzice Niki. 
 - Kurde stary a jak to coś poważnego będziemy mieli przejebane, nawet nie o to chodzi ważne aby z nią wszystko było okej. - Kurcze Konrad tak bardzo się nią przejmował. 
- Ej chłopaki musimy być dobrej myśli.
Po chwili przyjechali rodzice, porozmawiali z lekarzem i zaraz wszystko nam  powiedzieli.
- Nikola ma wstrząs mózgu. - Poinformowała nas mama Nikoli - Nikola jest na razie nie przytomna ale za niedługo powinna odzyskać przytomność, tak przynajmniej mówi lekarz.- Odetchnęliśmy z ulgą. Maks nie pytając o pozwolenie szybko wszedł do sali gdzie leżała Nikola. Usiadł na krześle i zaczął całować rękę ukochanej. Następnie weszli rodzice Niki i lekarz. Niestety więcej osób nie mogło wejść więc musiałam zostać z Konradem na korytarzu. 

# Z perspektywy Konrada. 

Odkąd ją zobaczyłem  w tym ręczniku wyglądała tak niewinne, że poczułem, że muszę ją chronić  nie mogłem odwrócić od niej wzorku jest taka piękna ale nie tylko to się liczy, liczy się też charakter i wiele innych rzeczy. Chciałbym ją bardziej poznać. Może kiedyś nam to będzie dane ale nie teraz. 
 - Idziesz ze mną na papierosa bo muszę zapalić ? - Spytała.
 - Taka ładna i młoda dziewczyna będzie palić. - Zaśmiałem się. 
 - Nie będziesz mi mówił co mam robić. Zresztą prawie się nie znamy. - Hohoh była coraz bardziej zdenerwowana, wyglądała wtedy tak słodko. 
 - No to teraz mamy czas aby się zapoznać. 
 - Nikola leży w szpitalu tuż pod Twoim nosem a ty masz dobry humor, aby żartować!?
 - Dobra chodź już na tego papierosa. - Wyszliśmy przed szpital i odpaliliśmy papierosy. Było już późno i zimno zauważyłem, że Lucy się cała trzęsie. Ściągnąłem moją bluzę.
 - Proszę włóż  ją. - Zaproponowałem.
 - Nie dziękuję, nie jest mi zimno. Nie uwierzyłem jej. 
 - Proszę zrób to bo się przeziębisz. - Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami i nie pewnie założyła ją na siebie.
 - Dziękuję, może wejdziemy do środka i zobaczymy co się dzieje ?
 - Oczywiście  proszę panie przodem. - Przepuściłem ją w wejściu. 
 - Gdzie wy byliście? Wszędzie was szukaliśmy. Niki już się obudziła i wszystko jest w porządku.- Powiedział ucieszony Maks 
 - Mogę do niej wejść ? - Zapytała Lucy 
 - Przykro mi  ale niestety nie ponieważ skończył się czas odwiedzin. Jutro będziesz mogła ją odwiedzić. Powiedziała mama Niki. 

# Z perspektywy Lucy

 Spojrzałam na zegarek była już 20. Kurde jak ja teraz wrócę do domu nie wzięłam ze sobą nic. Byłam strasznie zła na siebie bo zostałam skazana na Konrada. 
 - My już wracamy do domu, wam proponuje to samo. Dobranoc - Powiedział tata Niki i wyszedł a za nim jego żona. Spojrzeliśmy na Maksa. 
 - No co tak na mnie patrzycie. Ja tu zostaje na noc bo chce być przy niej. 
 - Maks ale powinieneś wrócić do domu wziąć prysznic coś zjeść, przespać się i do pero tutaj przyjechać. - Zaproponowałam.
- Słuchaj mnie mała nie będziesz mi mówić co mam robić to jest moja dziewczyna i mam zamiar tutaj zostać ! - Zaczął  krzyczeć 
- Ziom co ty wyprawiasz nie krzycz na nią tak ! Ona chce dla Ciebie dobrze. - Bronił mnie Konrad za co byłam mu bardzo wdzięczna bo sama nie miałam siły się kłócić. Zresztą wszyscy byli zmęczeni. Więc pewnie dlatego Maks się zdenerwował.
 - Jeżeli ona chce dla mnie dobrze to niech z tond idzie. - Powiedział
 - Dobrze okej skoro tego chcesz nie ma problemu pójdę sobie. Cześć.- Odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku wyjścia jednak po chwili  poczułam, że ktoś łapie mnie mocno za nadgarstek i odwraca, patrzył mi  się prosto w oczy, dzieliły nas centymetry od siebie.
 - Odwiozę cię do domu. - Poprosił nie to nie była prośba to było stwierdzenie. Nie miałam innego wyjścia. 
 - No dobrze. - Uśmiechnęłam się i poszłam w stronę auta. Teraz czekało nas 15 minut spędzonej jazdy sam na sam. 

_____________________________________________________________________
Jej koniec 2 rozdziału. Wiem, że na razie nic się nie dzieje ale to dopiero początek opowiadania. 
- Weronika XO

1 komentarz: