sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 5

Kiedy obudził mnie budzik pomyślałam, żeby nie iść dziś do szkoły. Nic się nie stanie jak odpuszczę sobie jeden dzień nauki w szkole. Wyłączyłam go i poszłam dalej spać.

# Z perspektywy Konrada.

Obudziłem się o 7.00 wykonałem wszystkie poranne czynności i pojechałem do szkoły, teraz szczególnie muszę się uczyć ponieważ to jest mój ostatni rok nauki. Oczywiście jak to ja musiałem spóźnić się na pierwszą lekcje.
- O jak miło, że pan zaszczycił nas swoją obecnością ! - Powiedziała nauczycielka.
- Przepraszam.
- Dobrze usiądź - Wskazała mi wolne miejsce przez resztę lekcji myślałem o tym co się stało wczoraj i postanowiłem, że kupię jej bukiet róż i przyjadę pod jej dom. Tylko nie mam pojęcia czy pojedzie po szkole do szpitala. Napisałem do  niej sms ,, Lucy jedziesz po szkole do szpitala ? ". Po chwili odpisała ,, Nie nigdzie nie jadę ". Więc pojadę do niej.

# Z perspektywy Lucy

Kiedy odpisywałam Konradowi do pokoju weszła moja mama.
- Dlaczego nie poszłaś do szkoły kochanie ? - Wow pierwszy raz się mną za interesowała.
- Bo... nie  miałam ochoty. Dlaczego nie wróciłaś do domu na noc ? - Zapytałam zaciekawiona.
- Bo nie miałam ochoty. - Uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Tak, tak nie miała ochoty... na pewno. Ubrałam się i poszłam zrobić sobie śniadanie, kiedy skończyłam jeść wykonałam poranną toaletę i wymalowałam się. Była dopiero godzina 10 a ja nie miałam co robić więc stwierdziłam, że pojadę do szpitala. Po 30  minutach byłam na miejscu. Kiedy weszłam do sali, w której znajdowała się Nikola nie było Maksa zdziwiłam się może pojechał do domu odpocząć jeżeli tak to dobrze zrobił.
- Heej laska ! - Przywitałam się.
- Ooo cześć ! A czemu ty nie w szkole ? - Zapytała przyjaciółka
- Bo wolałam odwiedzić Ciebie - Zaśmiałam się - A tak na serio to chce o czymś z Tobą pogadać. - Opowiedziałam jej o wczorajszej sytuacji.
- Nie spodziewałabym się tego po nim... to ty musisz tak na niego działać ! - Śmiała się Nikola.
- No nie powiedziałabym... wiesz jest jeden problem nie chce mieć chłopaka już raz ktoś mnie bardzo zranił nie chce aby to się powtórzyło.
- Ja Cię rozumiem... minęły 3 lata i myślę, że powinnaś zacząć nowy etap w życiu. - Może ma racje powinnam się choć trochę odciąć od przeszłości i zacząć żyć normalnie. Posiedziałam jeszcze chwile i wróciłam do domu. Aaaa w domu czekała na mnie niespodzianka.
- Cześć Konrad. - Przywitałam się.
- No cześć miałaś dziś nie jechać do szpitala.
- Tak ale nie było mnie w szkole, nudziłam się więc pojechałam do Niki. Zresztą kto cię tutaj wpuścił ?
- Twoja mama. Wyszła przed chwila. - Moja mama ? Serio przecież ona pracuje we czwartki od 10 do 19 jakim cudem... Podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek a zaraz potem wyciągną z za pleców piękne róże i mi je wręczył. To było takie miłe.
- To co dziś będziemy robić? - Zapytałam z uśmiechem.
- Ej Lu kurde nie gniewasz się już na mnie ? - Zaczęłam się z niego śmiać.
- Nie głupku. - Pocałowałam go w policzek. Patrzył się na mnie ze zdziwieniem. Poszłam do kuchni aby zrobić nam coś do picia stwierdziłam, że na taką pogodę najlepsze będzie kakao.
- A kiedy Ty zaprosisz mnie do siebie ? - Zapytałam.
- Poważnie chcesz do mnie przyjść ?
- No tak inaczej bym o to nie pytała. - Powiedziałam ze zirytowaniem.
- Spokojnie. Nawet dziś, jeśli tego chcesz.
- Jak najbardziej. - Uśmiechnęłam się, gdy wychodziliśmy z domu Konrad najpierw mnie przytulił a potem złapał za pośladki i pocałował w czoło.
- Ej nie pozwalaj sobie ! - Próbowałam aby to zabrzmiało groźnie ale on zaczął się tylko śmiać. Przez całą drogę tak jak by poznawaliśmy się, rozmawialiśmy o sobie. Po około 20 minutach dojechaliśmy do jego domu jeżeli można to tak nazwać to była raczej posiadłość dom był bardzo duży a w okół niego piękny ogród. Konrad stwierdził, że mnie oprowadzi. Po 30 minutach w końcu skończył. Był to bardzo ładny nowoczesny dom z ogrodem i basenem. Powiedział mi, że jego rodzice pracują za granicą i przylatują do polski kilka razy w miesiącu. I od czasu do czasu zadzwonią nie przejmują się nim zresztą tak samo jak moja mama mną. Poszliśmy do jego pokoju. Zmęczona od razu położyłam się na jego ogromnym łóżku. On usiadł koło mnie i zaczą bawić się moimi włosami. Przez jakiś czas wo gule nie rozmawialiśmy. W końcu usiadłam naprzeciwko  niego po turecku, jego ręka teraz jeździła po mojej nodze coraz wyżej zatrzymała się na udzie. W końcu się odezwał.
- Musze ci coś powiedzieć bo... wyjeżdżam w poniedziałek do rodziców... nie wiem na ile. - Zrobiło mi się strasznie smutno.
- Rozumiem. Jednak nie jesteśmy ze sobą wiec nie będziemy jakoś bardzo tego przeżywać. - Jego oczy posmutniały.
- No tak nie jesteśmy razem. Ale przyzwyczaiłem się strasznie do ciebie. Mam nadzieje, że będziemy utrzymywali kontakt ze sobą od czasu do czasu. - Nic nie odpowiedziałam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz